Dwa tygodnie później...
Od tego spotkania minęły dwa tygodnie. Marco przygotował niezapomniane popołudnie. Przez ten czas nie myślałam o niczym innym tylko o tym, co, może nas spotkać. Płynęliśmy pięknym jachtem oraz zabrał mnie do oceanarium. Od tamtej pory widzimy się w każdej wolnej chwili.
„Wskakuj w wygodne ciuchy, zabieram cię na wycieczkę! : *” – odczytałam wiadomość.
„Przepraszam cię, ale ja dziś nie dam rady. Jadę na parę dni do Polski spotkać się z moimi przyjaciółkami :*”
„Maleńka, nie ma najmniejszego problemu, jedź i baw się dobrze tylko, pisz tak często jak, będziesz mogła :*”
Zrobiło mi się przykro, że nie zobaczę się z nim, ale stęskniłam się za dziewczynami.
„Już nie mogę się doczekać, kiedy cię zobaczę! :*”
„Ja też, bardzo za tobą tęsknię.! Tyle się wydarzyło, że nie wiem, czy starczy nam nocy, żeby Ci opowiedzieć!”
„Och już siedzę jak na szpilkach”. Odłożyłam telefon i poszłam dokończyć się, pakować.
- Córcia jedziemy!
- Już idę! – zamknęłam torbę i ja wzięłam oraz telefon i zeszłam na dół. Pożegnałam się chłodno z mama po czym, wyszłam z domu. Tato wziął ode mnie walizkę, włożył do bagażnika i wsiedliśmy do auta, które zawiozło nas prosto na lotnisko.
- Nie musiałaś być niemiła dla matki, minęło już prawie pół roku. – odezwał się męski głos po dłuższej ciszy.
- Nie widzisz jak ona się, zachowuje czy nie chcesz widzieć?
- Wszyscy to przechodzimy.
Od tego spotkania minęły dwa tygodnie. Marco przygotował niezapomniane popołudnie. Przez ten czas nie myślałam o niczym innym tylko o tym, co, może nas spotkać. Płynęliśmy pięknym jachtem oraz zabrał mnie do oceanarium. Od tamtej pory widzimy się w każdej wolnej chwili.
„Wskakuj w wygodne ciuchy, zabieram cię na wycieczkę! : *” – odczytałam wiadomość.
„Przepraszam cię, ale ja dziś nie dam rady. Jadę na parę dni do Polski spotkać się z moimi przyjaciółkami :*”
„Maleńka, nie ma najmniejszego problemu, jedź i baw się dobrze tylko, pisz tak często jak, będziesz mogła :*”
Zrobiło mi się przykro, że nie zobaczę się z nim, ale stęskniłam się za dziewczynami.
„Już nie mogę się doczekać, kiedy cię zobaczę! :*”
„Ja też, bardzo za tobą tęsknię.! Tyle się wydarzyło, że nie wiem, czy starczy nam nocy, żeby Ci opowiedzieć!”
„Och już siedzę jak na szpilkach”. Odłożyłam telefon i poszłam dokończyć się, pakować.
- Córcia jedziemy!
- Już idę! – zamknęłam torbę i ja wzięłam oraz telefon i zeszłam na dół. Pożegnałam się chłodno z mama po czym, wyszłam z domu. Tato wziął ode mnie walizkę, włożył do bagażnika i wsiedliśmy do auta, które zawiozło nas prosto na lotnisko.
- Nie musiałaś być niemiła dla matki, minęło już prawie pół roku. – odezwał się męski głos po dłuższej ciszy.
- Nie widzisz jak ona się, zachowuje czy nie chcesz widzieć?
- Wszyscy to przechodzimy.
- Tato proszę cię. Wszyscy? Ona nie widziała w tym problemu. Bo to jej synuś ukochany to, nic nie można powiedzieć innego.
- Kochanie nie przesadzaj.
- Dobrze skończmy tę rozmowę. - odwróciłam głowę w stronę okna i założyłam słuchawki, rozmyślając o tym wszystkim.
„Ten wyjazd to będzie dość nudny bez ciebie:( bardzo bym chciał, abyś tu był:*”. Wysłałam wiadomość do Marco, schowałam telefon do torebki i zamknęłam oczy.
- Kochanie nie przesadzaj.
- Dobrze skończmy tę rozmowę. - odwróciłam głowę w stronę okna i założyłam słuchawki, rozmyślając o tym wszystkim.
„Ten wyjazd to będzie dość nudny bez ciebie:( bardzo bym chciał, abyś tu był:*”. Wysłałam wiadomość do Marco, schowałam telefon do torebki i zamknęłam oczy.
*Dwie godziny później.
Wylądowaliśmy już pół godziny temu i teraz jesteśmy w drodze do naszego domu. Denerwuję się bardzo, co chwilę sprawdzam telefon. Nie potrafię myśleć o czymś innym niż o tym, że zaraz podjedziemy pod dom.
- Córciu nie denerwuj się, wszystko będzie dobrze.
- Nic już nie będzie tak dobrze, jak kiedyś.
- Posłuchaj, nie możemy się poddawać. Raz się poddaliśmy i musieliśmy stąd uciekać. Kochanie mi też nie jest łatwo. Dlatego muszę się trzymać, żebym nie poddał się kolejny raz.
- Dziękuje. Dziękuje, że mi to mówisz. To, co teraz mi powiedziałeś, jest dla mnie bardzo ważne.
- Córciu nie denerwuj się, wszystko będzie dobrze.
- Nic już nie będzie tak dobrze, jak kiedyś.
- Posłuchaj, nie możemy się poddawać. Raz się poddaliśmy i musieliśmy stąd uciekać. Kochanie mi też nie jest łatwo. Dlatego muszę się trzymać, żebym nie poddał się kolejny raz.
- Dziękuje. Dziękuje, że mi to mówisz. To, co teraz mi powiedziałeś, jest dla mnie bardzo ważne.
Reszta drogi minęła w ciszy. Kiedy podjechaliśmy do domu, robiło się szaro na dworze. Tata zajrzał do skrzynki pocztowej. Wziął plik listów i weszliśmy razem do domu.
Domu, który tak naprawdę znałam od dzieciństwa, ale dziś wydał mi się bardzo obcy.
Rozglądałam się po nim bardzo powoli, jakbym go dopiero pierwszy raz ujrzała na oczy. Przechodziłam obok pokoi i ujrzałam ten należący do mojego brat. Weszłam tam i zaczęłam się po nim rozglądać. Niby nic nadzwyczajnego, zwykły pokój, ale coś przykuło moją uwagę. To było zdjęcie, które przedstawia mojego brata i jego ex dziewczynę. Byli razem prawie 10 lat. A ona w wieku 29 lat stwierdziła że to nie jest jednak to i odeszła od niego tak po prostu. Chłopak się załamał całkowicie i to spowodowało, że zaczęły się te problemy. Domyślam się, iż przed wyjazdem "rzucił okiem" na nich razem i zamknął za sobą pewien etap. Z jednej strony cieszę się z tego, a z drugiej mam mu za złe to co się wydarzyło. Wyszłam z pokoju zamykając drzwi za sobą. Kiedy miałam już iść do kuchni by rozpakować zakupy, które zrobiliśmy przed wylotem nie mogłam uwierzyć w to co tam zobaczyłam i co usłyszałam.- Powiedziałem Ci kiedyś już, że ten dom należy mi się jak psu buda! - krzyczał jakiś mężczyzna, a mój ojciec siedział w bezruchu mając przystawiona strzelbę przy głowie.
- Nie przepisze Ci go! Ten dom postawiłem ja! NIE TY! - podkreślił ojciec. Po cichu próbowałam ukryć się tak żeby mnie nie zobaczyli. Ale na złość zadzwonił mój telefon. Mężczyźni od razu skierowali swoje spojrzenia w moja stronę i już wiedziałam że mam przerąbane. Zdążyłam tylko sprawdzić kto dzwoni. Był to Marco. Wybrał sobie bardzo nieciekawy moment, żeby do mnie zadzwonić.
- Cholera- zaklęłam w myślach.
- O proszę kogo my tu mamy. Pewnie słynną córeczkę. Chodź tutaj moja droga i przekonaj swojego tatusia żeby ten dom przepisał na mnie. - powiedział mężczyzna, którego pierwszy raz widzę.
- Nic mu takiego nie powiem! Proszę zostawić mojego tatę w spokoju!
- Ojej bo się przestraszę twojego tonu mała dziewczynko. Chodź do mnie i do tatusia. Ostatni raz proszę cię grzecznie zaraz taki już nie będę!
- Już się boję. - i wzięłam nogi za pas i zaczęłam uciekać. Na szczęście nikogo przed domem nie było więc ile miałam sił w nogach zaczęłam biec w stronę domu mojej przyjaciółki. Kiedy już dobiegłam do jej domu wpadłam do nich nie zwracając na nic.
- On tam jest!
- Jezu Nadia co się dzieje? - odezwała się mama Moniki.
- Ktoś grozi bronią mojemu ojcu! W naszym domu w jadalni! - krzyczałam krztusząc się.
- Dzwonię po policję!
-Nie trzeba! - wpadł do domu obcy mężczyzna, który groził mojemu ojcu. - Nich się Pani nie boi ja po tą dziewczynkę - wskazał bronią na mnie. Jasna cholera jak mnie dopadł. Nie wiedziałam co mam zrobić. Czy iść z nim czy próbować uciekać.
- Monika dzwoń po policję! - krzyczała kobieta. A ta próbowała grać na czas. - nie wystarczy Panu to że "zajął się" ojcem dziewczyny?
- Odpuść kobieto i oddaj dziewczynę!- warczy obcy.
- Nie! I proszę opuścić mój dom! - krzyknął inny mężczyzna, który w ręce trzymał broń. Był to ojciec Moniki.
- Kiedyś i tak będziesz suko musiała wrócić do domu.... - ostrzegł mnie bandyta i wyszedł z domu. Upadłam na kolana i zaczęłam płakać.
Ciąg dalszy nastąpi....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz