czwartek, 29 listopada 2018

Czas...

Tydzień później.... 

W ostatnim czasie dużo się działo. Zdążyliśmy się przeprowadzić do Niemiec, a dokładnie do Dortmundu. Rodzice wynajęli mieszkanie po jakimś piłkarzu. Nie interesowało mnie to, kto tu wcześniej mieszkał. Chciałam się zaszyć w pokoju i nie wychodzić z niego. Wybrałam pokój na końcu korytarza, aby mieć jak najdalej od brata.  Nie mogę patrzeć na niego. Bardzo mnie męczy ta cała sytuacja. Nikt się do siebie nie odzywa. Każdy w ciszy wnosi swoje pudła. Kiedy wniosłam do pokoju ostatnie pudło zamknęłam za sobą drzwi i od razu zadzwoniłam do mojej  przyjaciółki.

-Cześć. 
- Cześć, jak się masz ? 
- Źle.  Tu jest tak obco. 
- Kochana nie martw się będzie dobrze. 
- Nie, nie będzie dobrze. Nikt do siebie się nie odzywa. Każdy milczy, tak jakby nic się nie stało. Ja chcę wrócić do Polski, do domu, do was. 
- Nadia postaraj się zrozumieć, że każdy to jakoś przeżywa. Nie martw się przecież twój ojciec sam powiedział, że wrócicie jak tylko się sprawa wyciszy. 
- No tak, ale on wynajął ten dom na 3 lata więc wątpię w to, że tak szybko wrócimy. 
- Serio? Nie wiedziałam. A w ogóle jak dom? 
- Duży i to bardzo.  Salon jest  ogromny, przejrzysty, ma duże okna z widokiem na podwórze, kuchnia jest nawet  dość duża i bardzo nowoczesna, zaraz jest jadalnia średniej wielkości, duży przedpokój gdzie jest duża szafa na kurtki, buty itp. A na górze są duże pokoje  chyba z 5 ja mam  na końcu pokój jak najdalej od nich.  A cały dom jest zrobiony na styl skandynawski. 
- Super! To chyba taki jak chciałaś mieć dom. 
- Kiedyś tak, ale to jak założę swoją rodzinę, a nie. 
- Nadia trochę się zaczynasz użalać. 
- Ciekawe co by było jakbyś ty się musiała wyprowadzić, bo ktoś tak narozrabiał, że musielibyście uciekać. 
- No dobra przepraszam. 
- Dobra muszę kończyć ktoś puka. Pa 
- Pa i trzymaj się tam i dzwoń do mnie jak najczęściej. 
- Jasne. Pa. 
Do pokoju wszedł mój ojciec.
- Kochanie z kim rozmawiałaś ?
- Z moją przyjaciółką. A co ?
- Nic kochanie, chodź na kolacje od paru dni nic nie jadłaś, a musisz coś zjeść.
- Nie dziękuje, nie jestem głodna.
- Nadia chudniesz w oczach proszę, cię nie bądź uparta tylko  zejdź na dół zjeść.
-  Tato...  Proszę cię.
- Córeczko... Chodź usiądź z nami, może skusisz się na coś. Przecież trzeba coś jeść..
 - Tatoooo... wirujesz.....
-  Nadia!!!!!

Ojciec Nadii 
Złapałem ją w ostatnim momencie i położyłem ją na łóżku i uniosłem jej nogi do góry żeby moja córeczka odzyskała przytomność. Ja wiem, że to co się dzieję wszystkich nas przerasta, ale najbardziej cierpi na tym ona, moja córeczka.
- Córeczko proszę cię ocknij się... - Stałem tam i czekałem jak się ocknie. Podszedłem do niej by móc  sprawdzić czy oddycha.
- Tatooo... -powiedziała słabym głosem.
- Boże córeczkoo...
- Co się stało ?
- Zasłabłaś. Musisz jeść inaczej będzie się tak działo. Leż proszę cię, ja ci przyniosę coś do picia i jedzenia.
 Było blisko od tego, żebym stracił moją córkę. Którą kocham i która jest moim oczkiem w głowie. Nie chcę nawet myśleć, że może odejść od nas. To był błąd ze pozwoliłem na to, aby opuścić kraj. Ale dla ich dobra musieliśmy to zrobić. Niedługo to zrozumie i będzie dobrze.
- Co tak długo ? Księżniczka nie zejdzie ?! - warknęła moja żona.
- Jeżeli cię to interesuje twoja córka zasłabła. - wziąłem talerz nałożyłem lazanię, którą zrobiła moja żona, szklankę z wodą i poszedłem do pokoju mojej córki. Wszedłem do pokoju, a na dużym łóżku leżała ona skulona i szlochała cicho do poduszki..
- Kochanie.. Siadaj musisz coś w końcu zjeść, ale na początku napij się coś.
- Dziękuje tatusiu.. Kocham cię - i wzięła ode mnie szklankę wody i upiła spory łyk. Po czym wręczyłem jej talerz z posiłkiem i zjadła cały z apetytem. Bardzo mnie to ucieszyło, że moja córeczka w końcu coś zjadła.
- Boże Nadia wszystko w porządku?! - Do pokoju wparowała moja żona przestraszona.
- Tak mamo wszystko już dobrze.
- Kochanie tak bardzo cię przepraszam.  - Zaskoczyła mnie moja żona tym, że przeprosiła Nadię. Nadia chyba też bo patrzy się na nią jakby Anioła zobaczyła.
- Mamo... - i obie rzuciły się w ramiona.  Mam nadzieję, że już wszystko się ułoży...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Rozdział 3. Ciężkie powroty

Dwa tygodnie później... Od tego spotkania minęły dwa tygodnie. Marco przygotował niezapomniane popołudnie. Przez ten czas nie myślał...